czwartek, 20 czerwca 2013

Skok na główkę...

... do nieistniejącego basenu.


Dziś jak zwykle. Kolejna pusta zdrapka, kolejne wydatki i wyrzuty sumienia z powodu kupienia sobie pączka... Loda też dzisiaj sobie kupiłam. Pączek 2 zł, a reszta:

  • Lód 0,99 zł
  • Aromat pomarańczowy do ciasta 1,39 zł
  • Baton na otarcie łez 0,89 zł
  • 2x Black, energy drink 3,09 zł za oba bo w promocji, może jak wypiję je od razu to będę pełna energii?
  • 2l Ice tea w kartonie 2,79 zł
Razem: 9, 15 zł 

Oprócz tego:

  • Arkusz kartonu, kolor kremowy 4,50 zł


Z pieniędzy '74:
Niecałe 50 zł zostawione w pasmanterii na guziki do marynarki, nową nić do moich naszywek, kawałek czarnej tasiemki i 1/4 różyczek potrzebnych jako ozdoba specjalnego, papierowego tortu(inspiracja: tutaj).

Pozostałe rewelacje to ósemka do wyrwania, na razie z opatrunkiem - wyrwania odmówiłam, więc albo kanałowe, albo plomba. Wbrew pozorom modlę się o kanałowe, chociaż z pewnością poszerzy mi się uśmiech na parę dni. Już raz miałam plombę w zębie, który i tak został ostatecznie wyleczony kanałowo... Bólu, jaki mnie po roku złapał nie potrafię zapomnieć. Byłam gotowa zejść do piwnicy po obcęgi i sama wyrwać sobie źródło potwornego cierpienia, ale na szczęście udało mi się dodzwonić do dentystki.
Wiecie, jak to jest - masz pieniądze, dodzwonisz się i wyleczysz. Nie masz, to przedawkujesz proszki przeciwbólowe zanim się dostaniesz, a do tego nikt cię leczyć nie będzie tylko od razu wyrwie ząb - proste, szybkie i skuteczne.

Kiedy piszę te słowa, odzywa się ból w zębie. To znak, że opatrunek z antybiotykiem nie pomógł i będzie leczenie kanałowe. JUPI! i O MATKO... 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Każdy dzień w raju...

... przypomina o tym, że piekło istnieje.


Przy okazji niekończących się porządków odnalazłam kilka skarbów - między innymi Stację Hawksbilla, wydartą kiedyś z czasopisma Sfinks.

Czasem lepiej kupić pasztet niż gonić za białym królikiem. 
Cokolwiek to znaczy w odniesieniu do mojego życia.

Wczorajszy dzień był dniem DOBRYM od A do Z. Najpierw zakupy - buty dla '74 i nici dla mnie, potem zakupy w Tesco i fantastyczny wieczór przy piwie, winie, filmach(RejsThe World's Fastest Indian) i przekąskach. Cały dom tylko dla nas... Każdy dzień wolności przynosi ulgę, ale też przypomina o wszystkim tym, co jest w zasięgu wzroku, ale na wyciągnięcie ręki już nie. Dziś tylko powrót do rzeczywistości, trochę słodkości z Biedronki i kupienie ostatniej części stroju ślubnego '74 - spodni.

Doczekałam się tego, na co czekałam cały weekend - dostałam odpowiedź na jedno z wysłanych CV! Nic wielkiego, prośba o przysłanie próbki tłumaczenia, ale i tak bardzo się cieszę. Teraz pewnie trzeba będzie poczekać znacznie dłużej(albo w nieskończoność). Może to i lepiej, bo zdążę przygotować się do egzaminu z gramatyki j. szwedzkiego i dokończę chociaż jedną naszywkę.

Chciałabym, żeby los się wreszcie odmienił. Boję się przyszłości. Boję się, że nie odnajdę się w żadnym zawodzie, że nie będę mogła dokładać się do naszego domowego budżetu, że czeka mnie nijaka egzystencja albo gorzej - jeszcze większy kryzys w portfelu niż obecnie. Strach przed skończeniem jako kolejny lokator kartonowych pudeł pod mostem, strach przed biedą i bezrobociem, strach przed światem.

Hm, jak będę tylko siedzieć i przeżywać, to na pewno nie będzie lepiej. Miałam dziś zacząć w swoim życiu akcję "Dzień bez wysłanego CV to dzień stracony", ale skoro dostałam odpowiedź na jednego z maili to dam sobie kilka dni bez szukania dodatkowego zajęcia. Potem CV zacznę roznosić osobiście...

sobota, 15 czerwca 2013

Uważaj, czego sobie życzysz...

... bo może się nie spełnić.


Do wczorajszych wydatków w ogóle się nie przyznaję, bo pieniądze poszły głównie na plastikowy model motoru(do postawienia na torcie weselnym) i alkohol. Najpierw poszliśmy z moimi rodzicami do Galerii Sztuki porozmawiać o lipcowym menu, a potem zostaliśmy w celach bardziej przyziemnych, hedonistycznych i oprocentowanych. W przyszłym tygodniu szanowny '74 pracuje na drugą zmianę, czyli do domu wraca kiedy otwarte są już tylko sklepy całodobowe. I właśnie dlatego, Wysoki Sądzie, przebywaliśmy na terenie lokalu do godzin podejrzanie późnych. Czasem trzeba przeżyć coś innego niż zakupy w Biedronce.

Taki high life.
Ostatnio o tym rozmawialiśmy. Oglądam zdjęcia znajomych na Facebooku i zadaję sobie pytanie: Dlaczego ja się tak nie bawię? Może dlatego, że nie jestem tym typem człowieka, co musi jechać do klubu żeby zaznać trochę życia i wolności. A i tak budzi się w sercu żal, że to nie ja, że ja to znowu siedzę w domu i haftuję.

'91: Zazdroszczę ludziom takiego życia. 
'74: Nawet high life to monotonia i przyziemność życia codziennego.
'91: Znasz to powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale zdecydowanie wolałabym płakać w Ferrari?

Może w przyszłości czeka na mnie ten cały "haj lajf"... Na razie '74 dostał 100zł podwyżki i pochwałę od pracodawcy. Ja czekam na odpowiedzi z biur oferujących praktyki - jest sobota, nikt mi do poniedziałku nie odpisze, ale co chwilę klikam "odbierz" w oknie poczty na wp.pl na wypadek, gdybym dla kogoś była wystarczająco ważna, aby interesować się moim zgłoszeniem poza godzinami pracy.

Naiwna marzycielko...