sobota, 15 czerwca 2013

Uważaj, czego sobie życzysz...

... bo może się nie spełnić.


Do wczorajszych wydatków w ogóle się nie przyznaję, bo pieniądze poszły głównie na plastikowy model motoru(do postawienia na torcie weselnym) i alkohol. Najpierw poszliśmy z moimi rodzicami do Galerii Sztuki porozmawiać o lipcowym menu, a potem zostaliśmy w celach bardziej przyziemnych, hedonistycznych i oprocentowanych. W przyszłym tygodniu szanowny '74 pracuje na drugą zmianę, czyli do domu wraca kiedy otwarte są już tylko sklepy całodobowe. I właśnie dlatego, Wysoki Sądzie, przebywaliśmy na terenie lokalu do godzin podejrzanie późnych. Czasem trzeba przeżyć coś innego niż zakupy w Biedronce.

Taki high life.
Ostatnio o tym rozmawialiśmy. Oglądam zdjęcia znajomych na Facebooku i zadaję sobie pytanie: Dlaczego ja się tak nie bawię? Może dlatego, że nie jestem tym typem człowieka, co musi jechać do klubu żeby zaznać trochę życia i wolności. A i tak budzi się w sercu żal, że to nie ja, że ja to znowu siedzę w domu i haftuję.

'91: Zazdroszczę ludziom takiego życia. 
'74: Nawet high life to monotonia i przyziemność życia codziennego.
'91: Znasz to powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale zdecydowanie wolałabym płakać w Ferrari?

Może w przyszłości czeka na mnie ten cały "haj lajf"... Na razie '74 dostał 100zł podwyżki i pochwałę od pracodawcy. Ja czekam na odpowiedzi z biur oferujących praktyki - jest sobota, nikt mi do poniedziałku nie odpisze, ale co chwilę klikam "odbierz" w oknie poczty na wp.pl na wypadek, gdybym dla kogoś była wystarczająco ważna, aby interesować się moim zgłoszeniem poza godzinami pracy.

Naiwna marzycielko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz