środa, 12 czerwca 2013

Dobrze, że znowu chcę przejść na dietę...

... bo jedzenie w skali tygodnia będzie mniej kosztowało.

Nie zamierzałam się przedstawiać, ale może wypada powiedzieć na początek kilka słów o sobie - za niecały miesiąc oficjalnie zostanę młodym, domowym drobiem.:) Nie z powodu ciąży oczywiście(ogromna zaleta bycia pro choice - prawo do kontroli nad swoim życiem uczuciowym i seksualnym, do ołtarza prowadzi tylko miłość i ojciec, ale twój a nie twojego dziecka), więc siedzę w kuchni na własne życzenie i staram się nie narzekać. Za bardzo.;) Mój samiec dominujący też mógłby gotować, ale po pierwsze to jedno z moich ulubionych zajęć a po drugie, musiałabym go wielu rzeczy nauczyć. Szkoda czasu i żołądka. Nie wspominając o tym, że ja na razie mam mnóstwo wolnego czasu i dopiero od października wracam na studia, a on musi pracować.

Próbowałam znaleźć stałą pracę - nie mam doświadczenia.
Próbowałam znaleźć praktyki - nikt mi nawet nie odpisał. 
Próbowałam znaleźć staż - jeszcze się nie kwalifikuję. 

Próbowałam dawać korepetycje - przed wakacjami najwyraźniej już nikt nie jest nimi zainteresowany.


Udało mi się na szczęście dzięki pomocy znajomego załapać na dzień pracy przy Orange Warsaw Festival, zobaczyłam koncert Beyonce i jednocześnie sakiewka przez chwilę znowu była pełna. Niestety, znowu tkwimy w tym samym punkcie - 6zł w portfelu, oczekiwanie na wypłatę, długa lista wydatków. A my, szaleni, bierzemy niedługo ślub. Nie mamy nawet własnego mieszkania.:) Na szczęście mój dom rodzinny jest jednopiętrowy z perspektywą przystosowania jego części tak, żeby mieć całkiem własny kąt z kuchnią i łazienką. Bez pomocy moich rodziców wspólne życie jeszcze przez kilka lat byłoby jedynie marzeniem - mieszkaliśmy w różnych miastach. Teraz codziennie zadaję sobie pytanie: Jak żyć? Na dodatek podniesienie ceny biletów autobusowych o 50% na początku tego roku sprawiło, że pożegnałam się ze spontanicznymi wycieczkami do centrum miasta - siedzę w swoim lesie i muszę zastanowić się dziesięć razy zanim gdzieś pojadę.

Jedni zakładają bloga odchudzając się, inni prowadzą blogi kulinarne - ja będę próbowała znaleźć  odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań. Zamiast kalorii - złotówki. Muszę nauczyć się wydawać jak najmniej na jak największe zakupy. Szukam również prostych i smacznych przepisów, które nie zajmują dużo czasu a ich realizacja kosztuje grosze. Wszystkim się podzielę, o wszystkim opowiem.;) Na przykład, wczorajsze zakupy wyglądały tak:
Tesco:
  • Chleb 1,59zł
  • Śmietana 18% 1,09zł
  • Paczka kaszanki(5 sztuk) 6,99zł
 Razem: 9,67zł

 Biedronka:
  • Banany(5 sztuk) 2,80zł
  • Lody Frugo 105ml 1.99zł
  • Lody Świrus :) 200ml 1,39zł
  • Praliny z dżemem(10 sztuk) 1,83zł
  • Jabłka(3 sztuki) 1,98zł
  • 4 jogurty Activia 1,39zł za sztukę
Razem: 15,55zł

Wczorajszy obiad składał się z kaszanki, chleba z masłem i zupy pomidorowej - na szczęście w domu był koncentrat pomidorowy, cebula i resztka makaronu po robieniu spaghetti. Praliny rozdzieliłam między domowników(dla mnie została jedna...), lody zostały pożarte w drodze do domu, jabłka czekają na wizytę w piekarniku - w Tesco znalazłam przepis na pieczone jabłka z cynamonem, miodem i winem. Mam tylko cynamon i syrop daktylowy rodziców, ale powinno wystarczyć. Śniadanie - pokrojony banan, truskawki(6zł za kilogram, kupione wcześniej) i jogurt Activia.

Tak w przybliżeniu wyglądał dzień wczorajszy i będzie wyglądał dzień dzisiejszy. Na razie jest optymistycznie, ale kryzys seksualno-ekonomiczny już się zaczął - zaglądam do portfela, a tam chuj!

Czekam na poprawę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz