niedziela, 14 lipca 2013

Wyszłam za mąż...

... i nie wiem, kiedy wrócę.

Zakupy za 33 zł. Odkryliśmy dzisiaj lokalny pchli targ. Torebka 8 zł, słownik informatyczny 10 zł, słownik naukowo-techniczny 15 zł.

6 lipca pobraliśmy się z '74 w Urzędzie Stanu Cywilnego. Długo mogłaby opisywać tamten dzień, nawet mi się później przyśnił, ale powiem tylko tak... Chciałabym wcisnąć guzik "replay" i przeżyć to jeszcze raz. Jeszcze raz. Jeszcze raz... Ogromny stres i bezgraniczne szczęście.:)

Dwa dni przed ślubem dostałam maila z informacją, że zostałam przyjęta na praktykę. Maila, w którym napisano m.in.: "Gratuluję jakości i mam nadzieję, że praktyka umożliwi Pani rozwój i utwierdzi w przekonaniu, że chce Pani być tłumaczem:)". Chyba jeszcze nigdy nie dzieliło mnie tak niewiele od zesr*nia się ze szczęścia. Brzydko powiedziane, ale zgodne z prawdą.;) W ciągu kilku dni zostałam wyciągnięta z dna, na którym już zaczynałam mościć sobie legowisko. Poprzednie gorzkie rozmyślania zniknęły i mam nadzieję, że nigdy nie wrócą. Obrączka na palcu i praktyka do września podziałały jak deszcz na spragnioną roślinę. Nie tylko żyję, ale i rozkwitam z myślą o przyszłości. Udało mi się nawet ostatecznie porozumieć z rodzicami, minął "kuchenny żal" i na wszystkich frontach zaczęło się coś nowego, dobrego.

Za kilka dni jedziemy do Gdańska pod namiot, a potem czeka nas romantyczny weekend dla świeżo upieczonych małżonków(prezent od najbliższych przyjaciół rodziny, dwie noce w starym młynie, kolacje przy świecach i inne atrakcje - super!). Słodki miesiąc miodowy.:) Później powrót do szarej, pewnie jesiennej rzeczywistości... Znowu zaczną się oszczędności, brak czasu(wracam na studia, dwa kierunki w trybie dziennym) i marudzenie, ale na razie jest lepiej niż kiedykolwiek.

:)